Sieć czy wnyki?
Mam wrażenie, że od kilku lat, ilekroć głośno jest o sieci Gadu-Gadu, to w kontekście padających serwerów, zaś w przypadku klienta Gadu-Gadu niemal zawsze chodzi o kolejne zbędne funkcje i pogarszanie UI.
I choć na swoim komputerze nigdy nie korzystałem z Gadu-Gadu (zarówno klasycznych dziś wersji 6 i 7, jak i nowych 8 oraz 10), to od czasu do czasu śledzę „rozwój” klienta i sieci.
Większość osób narzeka, a mimo to wciąż używa zarówno sieci, jak i klienta. Wszak przyszło nam żyć w kraju nad Wisłą, gdzie Gadu-Gadu, to obok Internet Explorera, synonim Internetu, moda i jedyny sposób na komunikację w sieci dla mas... Tymczasem producent sprawdza granice wytrzymałości użytkowników - rozsyła wiadomości podszywając się pod nasze kontakty, ¹ ² nakłania do instalacji kolejnych wersji i „leci w kulki” zastępując emotikony M&M's-ami.
Na tym jednak nie koniec. Biorąc pod uwagę tempo prac, pod koniec przyszłego roku Gadu-Gadu będzie miało wymagania porównywalne z niektórymi współczesnymi grami 3D. Z miłego, lekkiego, a przede wszystkim piekielnie prostego komunikatora próbuje się robić platformę, która w założeniach ma pozwolić użytkownikowi na wszystko - od rozmów tekstowych, głosowych i wideo, poprzez słuchanie muzyki, na dzieleniu się fotkami skończywszy, a w praktyce na zwiększenie wpływów producenta z reklam.
Taki stan rzeczy nie będzie jednak trwał wiecznie, o czym zdają się zapominać deweloperzy Gadu-Gadu. Granica wytrzymałości użytkowników leży daleko za linią wygody i użyteczności programu, tę pierwszą widać coraz wyraźniej, o tej drugiej nikt już nie pamięta.

